
O "Lektorze" nie można źle mówić bo przecież zgarnął Oscara. Z 5 nominacji, jurorzy wybrali sobie jedną i Kate Winslet dostała statuetkę za najlepszą aktorkę pierwszoplanową. To samo wydarzyło się w przypadku Złotego Globu - również wygrana pani Winslet. Do tego należy dołożyć jeszcze kilka, mniejszych nagród, ale bardzo istotnych w świeci filmu. Jeśli tytuł otrzymuje takie pochwały, a fora filmowe aż ryczą z zachwytu, to czy jest sens w ogóle recenzować "Lektora"?
Jeśli ktoś nie zna jeszcze scenariusza to krótko postaram się opisać.
Mamy powojenne Niemcy. 15 letni Michael wracając ze szkoły, poznaje starszą od siebie kobietę - Hanne Schmitz. Niespodziewanie rodzi się między nimi gorący romans, a Michael, na swoje nieszczęście, szybko zakochuje się w Hannie. Od tej pory, ulubione ich zajęcie to namiętny seks oraz czytanie na głos książek przez Michaela. Jednak pewnego dnia, Hanna znika bez wyjaśnienia i cały czar razem z nią. Michael zostaje sam z pytaniami na które nie zna odpowiedzi.
Po latach, Michael już jako dojrzały student prawa, w ramach zajęć, bierze udział w procesie zbrodniarzy wojennych. Zamiera, gdy na ławie oskarżonych dostrzega Hanne, oskarżoną o zamordowanie ponad 300 osób.
Ot i cała smutna historia nieszczęśliwej miłości. Bo tak naprawdę ja go odebrałem jako film miłosny. Niczego nowego o więźniach z obozów zagłady, ani II wojnie światowej z tego filmu się nie dowiedziałem, bo to nie jest film o Holokauście.
Będę nawet na tyle odważny i powiem, że "Lektor" skojarzył mi się z tytułem "Titanic", oczywiście z powodu głównej aktorki. Tam również mieliśmy historię miłosną, która była od początku skazana na klęskę, a starsza "wersja" Hanny to Rose opowiadająca historię katastrofy statku. No dobrze, może i poniosła mnie fantazja, ale to moje skojarzenia.
Chodzi mi po prostu głównie o to, aby przedstawić "Lektora" jako smutny film miłosny.
Oczywiście to solidne kino. Gra aktorów stoi na wysokim poziomie. Szkoda, że mało kto wspomina o kreacji jaką zagrał David Kross. Ten młodzieniec znacznie przyczynił się do popularności i sukcesu tego filmu. Wcale nie odbiega jakością od swoich starszych kolegów po fachu. Dlatego moje małe brawa dla Krossa za wczucie się w rolę.
Scenariusz został napisany na podstawie bestsellerowej powieści, więc trudno tutaj szukać niespójności, niedomówień czy luk. To akurat wszystko bardzo ładnie zgrało się w całość.
Charakteryzacja oraz zdjęcia również są ciekawe. Przenosimy się nawet do obozu koncentracyjnego w Majdanku, więc można rozpoznać rodzime lokacje.
Zatem czego ja chcę od "Lektora"?
Tutaj uwaga! Spoiler. Jeśli nie oglądałeś filmu, proponuję zamknąć przeglądarkę i pojawić się tutaj po seansie.
Główną bolączką filmu jest wiarygodność i sens tej historii. Bo ja akurat nie kupuję tej właśnie. Hanna, skazuje się na dożywocie, bierze na siebie odpowiedzialność za morderstwo 300 osób tylko z tego powodu, iż nie chciała ujawnić, że nie potrafi pisać i czytać. Analfabetyzm to może i trudny temat, ale żeby zadecydował o całym życiu? Podejrzewam, że jeśli ktoś jest oskarżony o taką zbrodnię to robi wszystko co w jego mocy, aby się wybronić. A główna bohaterka nie przejmuje się tym wcale. Jakiej wagi może być ten wstyd, aby pogrążyć się na resztę życia?
Przecież Hanna nie okazała skruchy. Ba, ona nawet nie czuła się winna! Zatem nie ma mowy o poświęceniu dla odkupienia grzechów. Tutaj w ogóle nie jest to brane pod uwagę. Najważniejszy aspekt to analfabetyzm i to on jest winny za wyrok dożywocia, a tym samym za śmierć bohaterki.
Zatem dlaczego mam się zastanawiać nad życiem Hanny? Czy mam jej współczuć? Osobie, która z premedytacją posłała na śmierć niezliczoną ilość osób? Kobieta, która wybierała słabsze kobiety i posyłała na pewną śmierć, ma wzbudzić jakieś pozytywne uczucia? Może jedynie wśród niemieckiej społeczności...
Zatem pomimo całej tej otoczki na wysokim poziomie, film mnie nie powalił na kolana, ponieważ historia jest dla mnie niewiarygodna. Oczywiście życie potrafi pisać scenariusze jakie nam w życiu by do głowy nie przyszły, ale tej historii to ja naprawdę nie kupuję.
Zapewne powiecie, że nie mam pojęcia czym się kierowała Hanna, co tak naprawdę działo się w jej psychice... nie zmienia to faktu, że nic mnie to nie obchodzi, to jest moje zdanie i koniec. Jeśli masz drogi czytelniku inne, to bardzo proszę, wyraź je poniżej.
Ja już swoje wiem. Główna bohaterka to zbrodniarka wojenna i w moich oczach zasługuje tylko na potępienie, a kluczową rolę w filmie o nieszczęśliwej miłości odegrał analfabetyzm (trudne to do zaakceptowania).
To już koniec moich żalów. Nasunęło mi się jeszcze tylko jedno pytanie: jakim cudem można ukryć analfabetyzm przed sądem?
OCENA: 7/10
Zdjęcie: Wikipedia