
Nie wiedzieć czemu, nasi tłumacze jak to często bywa chcą się wykazać inwencją twórczą i nazwać film po swojemu. Ciekaw jestem jak to się dzieje? Jest jakaś komisja? Narada? Głosowanie? Ostatecznie film w Polsce nosi tytuł "W cieniu chwały" i od początku roku możemy go oglądać w kinach. Na pewno do kas kinowych wielu przyjdzie dla takich nazwisk jak Colin Farrell, Edward Norton, Jon Voight czy Noah Emmerich.
I osobiście uważam, że gdyby nie Ci panowie, film byłby po prostu słaby. Głównym wątkiem jest skorumpowana jednostka policji ale w filmie znajdzie się kilka wątków pobocznych ,które prawdopodobnie mają nas przybliżyć do samych bohaterów. W sumie cel został osiągnięty bo do końca nie wiemy czy jest tu podział na tych całkiem złych i dobrych.
Film trwa 125 minut i trzeba przyznać, że się dłuży. Nie zobaczymy w nim wiele akcji, a dialogi rodzinne nie są na tyle ciekawe, aby śledzić każde słowo. Czasem ma się ochotę po prostu przejść do następnego rozdziału.
Koniec tej produkcji nie zaskakuje. Widocznie temat skorumpowanych gliniarzy w USA jest na tyle wyczerpany, że widz wie czego się spodziewać. Główna zaleta to gra aktorów, ale tutaj akurat zdziwienia nie ma, przecież główne role to sprawdzona załoga, która nie raz już pokazała swoją klasę w innych produkcjach. Akurat moim faworytem jest Norton, ale Correll i Voight również trzymają swój poziom. Ogólnie film uważam za przeciętny, jednak spokojnie mogę go polecić, gdyż wśród ogólnie panującego syfu, który ostatnio rodzi się w Hollywood to "Pride and Glory" wybija się znacząco.
OCENA: 7/10
Zdjęcie: Wikipedia