
„Alicja w Krainie Czarów” z 2010. Film powstał na kanwie książki Charlesa Lutwidge'a Dodgsona (pseudonim Lewis Carroll) pod tytułem „Przygody Alicji w Krainie Czarów”. Nie jest to moja ulubiona książka. Wcześniejsze ekranizacje oglądałam przypadkiem. Alicję Tim'a Burton'a obejrzałam niedawno, właśnie ze względu na ciekawy warsztat tegoż reżysera. Jak również dla „zawieszenia” oka na moim ulubionym aktorze - numer dwa na mojej prywatnej liście: Johnny'm Depp'ie.

Już piątego stycznia na ekranach polskich kin pojawi się "Sherlock Holmes. Gra cieni". Nim jednak widzowie wybiorą się na seans kolejnych przygód duetu Holmes - Watson warto, żeby przypomnieli sobie, co działo się w pierwszej części.

Jakie powinno być prawdziwe męstwo? Czy to tylko sama odwaga? Czy może coś więcej? Twórcy filmu „Prawdziwe męstwo” z 1968 roku udowadniają, że to nie tylko odwaga, ale także hart ducha i niezłomność charakteru.
Ojciec kilkunastoletniej Mattie zostaje zamordowany. Dziewczyna chcąc pomścić jego śmierć wynajmuje jednookiego szeryfa Reubena J. „Roostera” Cogburna. Mężczyzna - pod wpływem jej niezwykłego uporu - zgadza się choć niechętnie. Stawia jednak warunek. Zajmie się tym sam. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że Mattie tak łatwo się nie poddaje.

Są takie miejsca na ziemi, gdzie poranny śpiew ptaków niesie się kilometrami. Gdzie zwierzęta na śniadanie spijają poranną rosę z egzotycznych roślin. Miejsca, gdzie fauna i flora stanowią oszałamiającą feerię barw. Panuje tam zrozumienie, przygoda i wolność.
W takim właśnie miejscu urodził się Blu - główny bohater filmu "Rio" - piękna niebieska papuga.
Niestety jego beztroskie dzieciństwo w urokliwej dżungli zostaje przerwane. Handlarze zwierząt wywożą go do Stanów Zjednoczonych. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności papuga trafia do rąk Lindy. Dziewczyna udomawia egzotycznego ptaka. Stają się nierozłączni, świetnie się rozumieją, są przyjaciółmi. Blu jest bardzo mądrą papugą, która świetnie sobie radzi w świecie ludzi. Potrafi pić przez słomkę, samodzielnie otwiera i zamyka swoją klatkę itp.

Jako wielki fan poprzednich ekranizacji przygód nietuzinkowego pirata, jakim bez wątpienia jest Jack Sparrow z wielką przyjemnością kupiłem bilet na czwartą część świetnej serii. Miałem nadzieje, że okaże się ona tak dobra jak te, które niegdyś oglądałem z zapartym tchem. Przy wejściu otrzymałem okulary 3D, co spotęgowało moją niecierpliwość. Jakże wspaniale muszą wyglądać sceny walk i statki na otwartym morzu w trójwymiarowym świecie-pomyślałem. Nie mogłem się doczekać.

„Czarna Śmierć” jest to film w reżyserii Christophera Smitha, który ma w swoim dorobku raczej mało znane i niekoniecznie dobre filmy takie jak: „Lęk”, „Redukcja”, „Piąty Wymiar”. Postanowił kolejny raz spróbować zaserwować widzom trochę grozy i dreszczyku.
Akcja filmu dzieje się w średniowiecznej Anglii, którą nawiedziła epidemia dżumy. Z polecenia biskupa wyrusza ekipa, która ma za zadanie przyjrzeć się wiosce niedotkniętej chorobą i jednocześnie podejrzewanej o nekromancję. Po drodze zabierają ze sobą mnicha z zakonu, który ma być ich przewodnikiem.

Lubię westerny, cholernie je lubię. Ale pamiętam, że ostatnim mile przeze mnie wspominanym westernem był "Ostatni Mohikanin". Od tamtej pory nie nakręcono żadnego dobrego westernu. Aż do czasu. Dopiero jakoś 2 miesiące temu kiedy ogłoszono nominacje do Oscarów, pierwszy raz usłyszałem o tym filmie. Moją pierwszą reakcją na wieść że western braci Coen otrzymał 10 nominacji do Oscara, było zdziwienie. Western? No fuckin’ way. A jednak.
Ethan i Joel Coen’owie odwalili kupę dobrej roboty. I choć – jak to zwykle bywa – film nie dostał ani Oscara ani żadnej prestiżowej nagrody (nie licząc BAFTY) to jest to obraz co najmniej przyzwoity, a nawet dobry. Bo wszyscy dobrze wiemy że era westernów skończyła się na przełomie lat 80 i 90.

"127 godzin" to bardzo specyficzny film. Masa zdawałoby się humorystycznych wstawek oraz wyciągniętych z kontekstu przerywników, czynią ten film właśnie specyficznym. Z jednej strony film opowiada historię młodego alpinisty, który w weekend wybiera się do tak zwanego Canyonlandu, natomiast z drugiej jest przeplatany wątkami z dzieciństwa oraz różnymi scenkami z życia Arona. Po oglądnięciu filmu polecam zaznajomienie się z całą historią pana Arona. Bodajże na YouTube jest w częściach dokument o nim.

Pamiętam jak dziś kiedy w 2002 roku do kin weszła pierwsza część Harrego Pottera i pamiętam jak dziś kiedy wysypywałem na podłogę popcorn i zakładałem sobie kubełek na głowę w obawie że jeden z czarnych charakterów wyjdzie z ekranu. Dziś mam już trochę więcej lat i jedyne moje uczucia które okazywałem na tym filmie to… zachwyt oraz smutek pod koniec filmu. A na kolejną część będę musiał czekać aż do wakacji przyszłego roku.
Reżyserem tej części jak i poprzedniej części i "Zakonu Feniksa" jest David Yates. Niezbyt lubię tego reżysera bo moim skromnym zdaniem spieprzył "Księcia półkrwi" oraz "Zakon feniksa". W sumie to z "Księciem..." to był o tyle kłopot że w nie było tam jasno określonego celu... w poprzednich częściach Harry do czegoś dążył od początku, tutaj fabuła była dość rozwlekła. Niemniej szósta, „książkowa” część Harry'ego była według mnie najlepsza. Ale mniejsza z tym.

IX legion - najlepsza jednostka militarna Rzymu jaka kiedykolwiek powstała. To wojownicy nie bojący się śmierci, oddani i posłuszni Cesarzowi. To niezwyciężeni, których bali się wszyscy. Co tak naprawdę się z nimi stało, czy faktycznie istniał IX legion, a może jego losów nie poznaliśmy do dnia dzisiejszego?
"Centurion" to film podobny do "Gladiatora", to film podobny do "300". Czyli film ciekawy, film interesujący, film przenoszący widza do czasów nam odległych.