
„Dziewczęta z Auschwitz", film dokumentalny Kingi Wołoszyn-Świerk. W późny wtorkowy wieczór obejrzałam wstrząsający materiał o rzeczywistości obozowej widzianej przez funkcjonujące w nim kobiety. Film miał swą premierę telewizyjną. Słowa kilku kobiet, ich spojrzenia pełne bólu mimo upływu lat dotykają głęboko. Ich powrót do ciemnych dni jest wysiłkiem. Jest otwarciem tego co tli się pod powieką.

Natknąłem się ostatnio w sieci na ciekawy film prądu niezależnego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że obraz ten jako jeden z nielicznych pod względem układu semantycznego szczególnie w warstwie formalnej bije na głowę nie tylko obrazy swoich kolegów półprofesjonalistów, ale też profesjonalistów. Dlaczego? Bo forma, bez nadmiaru efektownych środków artystycznych i sztampowych rozwiązań idealnie odwzorowuje treść. Wewnętrznym więc moim nakazem jest próba zmierzenia się z analizą tego filmu. Oczywiście piszę o krótkometrażowy dokumencie „Paragraf na bierność” Agnieszki Opyt i Dominika Krawczyka.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku następnej dekady w polskim kinie królowały gangsterskie komedie: Kiler, Chłopaki nie płaczą, Poranek kojota. Potem przyszła kolej na komedie romantyczne, a gangsterzy trochę spadli z piedestału. Jednakże w 2007 roku udało się wyprodukować obraz, który trafił do kin, a mający na celu ukazanie kulisy mafii pruszkowskiej. Efekty można podziwiać w filmie Świadek koronny. Niestety, mimo że hasła reklamowe obwieszczają, iż opowiedziana historia została zainspirowana faktami, to właśnie najbardziej brak temu obrazowi autentyczności.

Uciec, ale dokąd?, czyli “Sala samobójców”. Jak to się dzieje, że “normalna” jednostka się stacza? Zamyka? Izoluje od Rodziny? Jak dochodzi do sytuacji w której Rodzina staje się sobie obca? Kiedy to się dzieje? I kiedy już się to zaczęło, jak to zatrzymać? Jak odwrócić skutki tego, co się wydarzyło?
Dominik Santorski, główny bohater filmu Jana Komasa, wiedzie dość rutynowe życie nastolatka z “dzianymi” rodzicami. Chodzi do prywatnej szkoły, stać go na wszystko, ma znajomych, zainteresowania i własnego kierowcę. Jest nieco ironicznie grzeczny, wie, że należy mu się szacunek, ale nie robi kłopotów. Zna plan na pamięć, parafrazując wypowiedź Dominika. Nadchodzi dzień studniówki. Dochodzi na niej do pocałunku, który sprawi, że życie chłopaka się obierze całkiem nowy kierunek. Ogromną rolę odegra w nim Dziewczyna z Różowymi Włosami.

Ostatnio miałem okazję obejrzeć debiut reżyserski Cezarego Pazury zatytułowany „Weekend”. Niestety nie wspominam tego doświadczenia dobrze. Idąc za ciosem chciałem jednak dać szansę kolejnej polskiej produkcji i wierzyłem, że tym razem się nie rozczaruję. Mój wybór padł na film Andrzeja Saramanowicza, „Jak się pozbyć cellulitu”.

Mówi się: do trzech razy sztuka i byłem bardzo ciekaw, czy faktycznie tak jest. Tyczy się to moich ostatnio zrecenzowanych filmów z rodzimej fabryki. Po dwóch niewypałach noszących tytuły „Weekend” i „Jak się pozbyć cellulitu”, ciężko było mi się skusić na kolejną polską produkcję. Jednak każdemu należy dać szansę, a jej wykorzystanie to całkowicie innym temat.

W niedzielę (17.07.2011) telewizja TVN wyemitowała komedię Juliusza Machulskiego pt. „Seksmisja”.
Ta - moim zdaniem - najlepsza komedia Machulskiego - to przewrotna historia Maksa i Alberta (granych przez rewelacyjnych Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza), którzy poddają się eksperymentowi - hibernacji, a potem budzą się w świecie bez mężczyzn. Jako jedyni przedstawiciele męskiej rasy mają duże kłopoty z dostosowaniem się do nowej sytuacji. Mają nadzieję, że uda im się przywrócić poprzedni stan rzeczy, czyli taki jak w 1991 roku, kiedy to zostali zahibernowani. Nie jest to jednak takie proste. Wywołują spore zamieszanie.