
Film dokumentalny z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością. Kiedyś ta forma przekazu była domeną programów telewizyjnych, jednak z czasem pojawiła się wśród repertuarów kinowych. Słynna trylogia przyrodnicza – „Mikrokosmos”, „Makrokosmos” i „Genesis” – przyciągnęła rzesze ludzi, którzy na wielkim ekranie mogli podziwiać cuda świata dotychczas przez nich nie znanego. Niedawno mieliśmy okazję obejrzeć dokument rodzimej produkcji „Beats of freedom – Zew wolności”, opowiadający historię muzyki rockowej w Polsce. Pełne sale kinowe dają nadzieję, że film dokumentalny chociaż w niewielkim stopniu stanie się konkurencją, a na pewno alternatywą, dla populistycznego kina.

Nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry. Emir Kusturica zawitał wczoraj do filmowej Łodzi. Aż wstyd się przyznać, nie widziałem jednak wcześniej żadnego z jego filmów. Na konferencji i spotkaniu studentów z reżyserem jednak się pojawiłem, wychodząc z niej, wiedziałem już, że jeszcze dzisiaj muszę zapoznać się z jego filmami. W drodze losowania między czterema najbardziej znanymi dziełami – Undergroundem, Czarnym kotem, białym kotem, Arizona Dream i Czasem Cyganów padło na pozycję numer dwa.

„Aurora” - film reż. Cristi Puiu z 2010 roku. Film trwa trzy godziny. Jest linearnym zapisem jednego czy dwóch dni z życia czterdziestodwuletniego człowieka. Nie wiemy o nim nic. Nie ma żadnego zabiegu wprowadzającego nas w wydarzenia. Nie ma na początku retrospekcji która wraz z dalszym biegiem akcji pozwoli w lot zrozumieć intencje twórcy. Nie ma praktycznie muzyki, która stopniowałaby napięcie i wskazywała iż za chwilę coś się wydarzy. Nie ma w końcu bogatej warstwy słownej, która jest ważną częścią obrazu. Swym tempem film kojarzy mi się z „Między słowami”Sofii Coppoli. W jej filmie dialogi głównych bohaterów wprowadzają nas w kino filozoficzne. Kino słowa.

Film magiczny/tragiczny = interesujący. Film ten był wyświetlany w trakcie X edycji festiwalu Era Nowe Horyzonty. Moją uwagę przyciągnął w pierwszej kolejności niebanalny tytuł. Krótki opis filmu, oraz zdjęcia zamieszczone na stronie festiwalu upewniły mnie w przekonaniu iż będzie interesujący.
Sam film jest stworzony poprzez odwołania do kilku dzieł. Cytując za Jakubem Mikurdą ze strony internetowej Nowych Horyzontów: „Film miał być pierwotnie adaptacją powieści Adolfa Bioy Casaresa Wynalazek Morela. Nie uzyskawszy praw do ekranizacji, Quayowie skomponowali scenariusz w oparciu o m.in. Locus Solus Raymonda Roussela, Tajemnicę zamku Karpaty Juliusza Verne’a i Przyszłą Ewę Auguste’a Villiers de L’Isle-Adama. Demoniczny doktor Droz (noszący nazwisko XVIII-wiecznego zegarmistrza i konstruktora ludzkich automatów, Pierre’a Jaquet-Droza) porywa śpiewaczkę operową Malvinę.”

"Turysta" to film wyczekiwany przez niektórych ze względu na samego Deppa, który na brak popularności narzekać na pewno nie może. Jednak nie tylko Johnny zdobi ten tytuł bo jest ktoś jeszcze bardziej atrakcyjniejszy od niego, a mianowicie Angelina Jolie, która znacznie schudła, a moim zdaniem nie musiała. Bo niby po co? Oczywiście nadal jest piękną kobietą, ale jako taki chudzielec to nie w moim typie;) No i to właśnie nasza główna para tej produkcji, tytułowy turysta to oczywiście Depp a Jolie to...to nie turysta, tylko ta druga.

To co zaserwował nam Jaco Van Dormael to istny majstersztyk współczesnego kino. Jeszcze do niedawna sądziłem, że "Incepcja" jest najbardziej poplątanym i zakręconym filmem w historii kina. Jednakże ten rok trzykrotnie nas pod tym względem zaskoczył. W marcu na początku roku było coś w rodzaju przystawki noszące tytuł Wyspa tajemnic, to co zaserwował nam wtedy Scorsese było fenomenalnym zagraniem i przy okazji tego właśnie filmu znów mogliśmy ujrzeć znakomitego DiCaprio. W upalne lato do kin weszło coś czego nikt się nie spodziewał. Była to "Incepcja" Christophera Nolana który tak tym filmem zamieszał nam w umysłach że wątpię aby ktoś do dziś bezbłędnie zrozumiał ten film. Lecz to była tylko rozgrzewka. Zwieńczeniem tego znakomitego pod względem ilości tak świetnych produkcji roku był "Mr. Nobody"!

Pogrzebany – jest to kino bardzo ambitne. Którego jest ostatnimi czasy coraz więcej. Kto by się spodziewał że w czasach dźwięku przestrzennego, filmów w Full HD, 3D i efektów specjalnych, będzie zapotrzebowanie intelektualne na tak ambitne filmy, bynajmniej nie dla mass.
To nie jest film dla ludzi z klaustrofobią. Kurcze, kiedy w ostatniej chwili kupiłem bilet na ten film myślałem że będzie to coś w stylu piły. Nie oczekiwałem po tym filmie zbyt wiele. Myślałem że akcja będzie przeplatana pewnego rodzaju suspensami lub chociaż jakimiś przerywnikami z życia bohatera. Nic z tych rzeczy.