Reklama
Repo men
Oglądając zwiastun na HBO ostrzyłem sobie apetyt na niezłe kino. Powiązanie trzech gatunków w jednym - czyli thriller, akcja z elementami science-fiction to dla mnie gratka i zaostrzył apetyt udział głównych gwiazd filmu. Jakie miałem wrażenia po zakończeniu filmu ciężko mi opisać. Film ogląda się swobodnie, bez znużenia ale i nie wpycha w fotel, średnio zaskakujące zwroty akcji (od początku widz wie, że w takich filmach główni bohaterowie zwrócą się przeciw sobie, na wierzch wypłynie etyka i moralność głównego bohatera), sprawne a może i więcej niż sprawne efekty specjalne, kto nie lubi oglądać krwi będzie musiał często zamykać oczy, bardzo widowiskowo nakręcone sceny walki, niezła gra aktorska.
Posted in
Ryszard Kmita, czw., 29/07/2010 - 12:44
Kołysanka
Ciężko ten film zaklasyfikować czy to do komedii, jakim w założeniu miał być bo jest może ze dwa, trzy gagi, może nawet nie gagi a zdania, które śmieszą a nie cała sytuacja czy też może do horroru, ponieważ rzecz się dzieje wśród wampirów.
Podejrzewałem, że choć może będzie trochę elementów horroru komediowego ot chociażby z filmów Mela Brooksa ale też pudło. Obsada podobna do "Ile waży koń trojański", komediowość miała niby być zagwarantowana dzięki aktorom podebranym z Show Majewskiego znowu pudło.
Posted in
Ryszard Kmita, wt., 27/07/2010 - 14:43
Across the Universe
Film nie nowy, sprzed kilku lat ale nie tyle umknął moje uwadze co po prostu nie miałem jakoś czasu czy okazji do niego zajrzeć. Jako zagorzały fan Wspaniałej Czwórki wiedziałem, że muszę go zaliczyć ale z filmów „beatlesowskich” obejrzałem najnowszy „Nowhere Man”, fabularyzowaną biografię Lennona.
„Across The Universe” to niejako musical z fabułą bardziej lub mniej oparta na tekstach muzyki The Beatles. I romans,także film obyczajowy, dokument epoki dzieci-kwiatów (Flowers Power). Mimo udziału w nim aktora, którego bardzo lubię, taka pewna wersja z urody Davida Beckhama, od którego pachnie już na odległość Angolem – tj. Jima Sturgessa a nawet w epizodzie Bono z U2 film nudzi.
Posted in
Ryszard Kmita, pt., 23/07/2010 - 14:47
Mr. Brooks
Pisząc ostatnio recenzje do "naszego" portalu recenzowałem film Kevina Costnera "The New Daughter", jeden z ostatnich bo z 2010 roku. Podoba mi się nasz portal "Hitosfera", obok "Filmwebu" ma szansę stać się jednym z najczęściej odwiedzanych portali dla takich kinomanów jak ja. I tak pisząc o filmie Costnera z 2007 roku "Mr.Brooks" mógłbym początek spokojnie skopiować z mojej poprzedniej - wymienionej recenzji.
Czemu Costner, wszak kiedyś 1 Liga Hollywood ale i aktor nadal o przyciągającym uwagę nazwisku, gra w takich filmach, czy nie jest czas by zmienić agenta lub przestać samemu dowierzać sobie w doborze scenariuszy.
Posted in
Ryszard Kmita, czw., 22/07/2010 - 20:48
Radio
W któryś z ciepłych wieczorów zacząłem przeglądać zbiór swoich filmów, takich do obejrzenia a mam ich mnóstwo. Czekają sobie spokojnie w kolejce. Często dzielę filmy na filmy np. gatunku jaki lubię, lubianego przeze mnie aktora lub reżysera. W tym przypadku akurat lubię Eda Harrisa, zdaniem np. Jennifer Lopez - najbardziej męskiego aktora amerykańskiego. Zasiadałem więc z zaciekawieniem do filmu.
Film wspaniały, bardzo emocjonujący, grający na takich innych nutkach naszego umysłu niż zazwyczaj.
Posted in
Ryszard Kmita, czw., 22/07/2010 - 11:41
New Daughter
Lubię Costnera od zawsze i będę lubił mimo udziału w takich filmach jak ten. Biografia Toma Cruise'a pokazuje jak aktor starannie dobiera zawsze role, ma nosa, może dobrego agenta no i zwyczajnie szczęście. Mimo tego, że jest pokręconym scjentologiem, jakimże mężem czy ojcem - aktorem jest wybornym i w sumie nie widziałem słabego filmu z tym mikrusem o uśmiechu wartym 20 mln dolarów - jak się go nazywa w Hollywood.
Kariery różnych moich ulubionych aktorów potoczyły się inaczej, choć moim zdaniem nie są obdarzeni mniejszym talentem niż Tom.
Posted in
Ryszard Kmita, czw., 22/07/2010 - 11:07
Giallo
Po obejrzeniu tego filmu wysnułem sobie taką lekko zawrotną teorię ale... Brody zagrał w "Pianiście" u R. Polańskiego, dostał Oscara, wskoczył do 1 ligi aktorskiej i został mu dług u naszego rodaka. Seigner - nie mająca przecież nawału propozycji filmowych otrzymała propozycję zagrania w tym bublu o ile załatwi niezłego aktora z Hollywood. Telefon do Adriena, a on...? Wahania, jak tu odmówić żonie reżysera, któremu tak dużo zawdzięcza...poza tym...wakacje we Włoszech, dodatkowo pieniądze, "hm....pojadę, co mi tam...".
Posted in
Ryszard Kmita, wt., 20/07/2010 - 07:49
Co nas kręci, co nas podnieca
Po obejrzeniu 10 minut filmu miałem wielką nadzieję, że dostałem w swoje łapska dzieło z gatunku cyniczno-ironiczno-prześmiewczego, które z wielką radością oglądnę w przyszłości jeszcze wiele razy. Tak właśnie reaguję na tego typu filmy, wracam do nich wielokrotnie, aby nic mi nie umknęło. "Co nas kręci, co nas podnieca" Woodyego Allena zapowiadał się znakomicie, niczym hamburger z McDonald's na billbordach. Ale niestety z biegiem czasu, ten wysoki, otwierający scenariusz poziom opada i opada, aż w pewnym momencie nawet nuży. Szkoda.
Posted in
Bartosz Studenny, ndz., 18/07/2010 - 15:04
Fujary na tropie
Gdyby film miał premierę w polskich kinach to pewnie byśmy musieli się nasłuchać i naczytać o pogromcach "Zabójczej broni". Na szczęście do premiery póki co nie doszło, bo fani Gibsona i Glovera zniewagi by nie znieśli. Film obejrzałem i pomimo formy rozrywkowej jaką prezentuje, to wcale się nie rozerwałem jakoś. Może najwyżej na jakieś 15 minut, nie za wiele prawda?
Bruce Willis zasłużył sobie na emeryturę. Widzieliśmy go w rolach, które na stałe zapisały się w kartach historii. Oczywiście pierwsze skrzypce gra ironiczny John McClane ze "Szklanej Pułapki", ale przecież inne produkcje również trzymały wysoki poziom ("Zabójczy numer", "Sin City", "Niezniszczalny", "Szósty zmysł", "Armageddon", "Piąty element", "Szakal").
Posted in
Bartosz Studenny, sob., 17/07/2010 - 18:04
Drużyna potępionych
Jak by ktoś słabo znał język angielski to ja od razu tłumaczę, że "The Losers" to po naszemu "Drużyna potępionych". Tylko nie jestem pewien, które słowo to Drużyna, "The" czy "Losers".
Film "The Losers" to bardzo lekka przystawka do kolacji i do tego również bardzo lekkostrawna. Ale nie dla każdego, bo atut tego filmu to rzeczywiście akcja, ale w stylu "cyrk na kółkach" z dobrym humorem.
To takie luźne poplątanie "Mission: Impossible" (ale tylko części III), "Aniołków Charliego", "Witajcie w dżungli" (wolę amerykańskie "The Rundown), "Adrenaliny" czy przygód "Drużyny A", która niebawem wchodzi na ekrany naszych kin w wersji pełnometrażowej. Zatem jeśli ktoś nie przepada za akcjami niemożliwymi, które można wsadzić między bajki to niech sobie daruje.
Posted in
Bartosz Studenny, pt., 16/07/2010 - 20:50