

Natknąłem się ostatnio w sieci na ciekawy film prądu niezależnego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że obraz ten jako jeden z nielicznych pod względem układu semantycznego szczególnie w warstwie formalnej bije na głowę nie tylko obrazy swoich kolegów półprofesjonalistów, ale też profesjonalistów. Dlaczego? Bo forma, bez nadmiaru efektownych środków artystycznych i sztampowych rozwiązań idealnie odwzorowuje treść. Wewnętrznym więc moim nakazem jest próba zmierzenia się z analizą tego filmu. Oczywiście piszę o krótkometrażowy dokumencie „Paragraf na bierność” Agnieszki Opyt i Dominika Krawczyka.

„Alicja w Krainie Czarów” z 2010. Film powstał na kanwie książki Charlesa Lutwidge'a Dodgsona (pseudonim Lewis Carroll) pod tytułem „Przygody Alicji w Krainie Czarów”. Nie jest to moja ulubiona książka. Wcześniejsze ekranizacje oglądałam przypadkiem. Alicję Tim'a Burton'a obejrzałam niedawno, właśnie ze względu na ciekawy warsztat tegoż reżysera. Jak również dla „zawieszenia” oka na moim ulubionym aktorze - numer dwa na mojej prywatnej liście: Johnny'm Depp'ie.

Oglądając procesy sądowe zwłaszcza te o zabójstwo człowiek nigdy nie zastanawia się nad motywami oskarżonego. Nie jest tak jednak w przypadku poruszającego filmu Joela Schumachera „Czas zabijania” opartego na bestsellerowej powieści mistrza powieści prawniczej Johna Grishama.

Uważam się za małego fana serii Mission Impossible, więc moja opinia może niestety nie być obiektywna. Ale czy recenzja filmu powinna być w ogóle obiektywna? W końcu chodzi o wyrażenie własnych przemyśleń, a nie dostosowanie się do większości widzów czy krytyków filmowych. Nawet jeśli płynie się pod prąd i wiatr w oczy wieje. Zatem po tym krótkim wstępie mogę napisać kilka słów o najnowszych przygodach Ethana Hunta.

Już piątego stycznia na ekranach polskich kin pojawi się "Sherlock Holmes. Gra cieni". Nim jednak widzowie wybiorą się na seans kolejnych przygód duetu Holmes - Watson warto, żeby przypomnieli sobie, co działo się w pierwszej części.

„Zakochać się”- Główne role zagrali: Meryl Streep („Diabeł ubiera się u Prady”, „Pożegnanie z Afryką”) oraz Robert De Niro („Ojciec Chrzestny II”, „ Harry Angel”). Dwóch wybitnych aktorów daje gwarancję wartościowego filmu. Obraz nie porywa efektami specjalnymi, podkręconą dramaturgią. Jest prosty, wręcz banalny. Koncept filmu jest spójny: nie nachalna muzyka i nie wymuszone sceny. W swej prostocie jest uroczy.